Jakies wnetrza, kompozycje.
Opublikowane w Zdjecia, Cyfrowe, Miejsca, Studio - luty 20th, 2007Kilka zdjec z sesji dla Carrie Zack i magazynu Bride and Bloom.




Kilka zdjec z sesji dla Carrie Zack i magazynu Bride and Bloom.




Dla mnie, dla kogos wychowanego w PRL, ta czesc Chicago to zywe muzeum poznego PRLu. Wszysytko wyglada tak, jakby dla mieszkancow tej czesci miasta czas zatrzymal sie w 1980 roku w ojczyznie.






…i mna i sniegiem. Po prawie pieciu latach od wyjazdu z Chicago zawialo mnie tu az na cale 7 dni. Szok termiczny towarzyszy mi okropny. Od kilku dni narzekalismy w LA jak to strasznie nie jest tam zimno, bo zdazalo sie, ze w nocy temperatura spadala do kilku stopni i dawala nam swe znaki. Jednak zderzenie z prawdziwym zimnem to dopiero powod to okreslenia o… jak pizga. Juz wychodzac z samolotu dalo sie to odczuc jak prad zimnego powietrzna ze szczeliny pomiedzy samolotem a rekawem przecial mi twarz. bbrrr. Ale nie chce zeby brzmialo to jak jakies narzekanie, w koncu wiedzialem na co sie pisze i tak naprawde tego chcialem. Zmiana klimatu dobrze mi zrobi i pozwoli chyba na nowo docenic caloroczna dobra, letnia pogode.
Nie bylem jeszcze nigdzie. Wczoraj jak dotarlem do Magdy i Gosi mieszkania, nie mialem juz ani ochoty ani sily na wychodzenie gdziekolwiek tymbardziej, ze ciezko byloby mi sie ruszyc po takim przyjeciu jakie mnie spotkalo. Byly zajebiste polskie (ruskie) pierogi ze skwarkami i butelki Tyskiego. Byla to ta najlepsze polska goscina, o ktorej de facto przegadalismy troche wieczoru.
Zamierzam dzisiaj odwiedzic i odswiezyc troche pamiec o polskiej wiosce, jackowie, miluokach czy belmontach. Ciekaw jestem bardzo uczucia jakie bedzie mi towarzyszyc oprocz uczucia przerazajacego zimna…

Pojedynek na wielkosc, wiek, jakosc. Po lewej kawalek obiektywu camery obscura w Griffith Observatory, po prawej w rece turysty, niewidoczny zepelnie Nikon L6. (a w tle Los Angeles)

TTV, “Through the Viewfinder” czyli “przez wizjer”, to moja nowa mala obsesja. TTV to kolejny sposob na uzyskanie zdjec typu “lomo” przy uzyciu starego aparatu i wykorzystaniu dzisiejszej technologii cyfrowej. Jak to robie; starym Kodakiem Duaflex namierzam interesujacy mnie obiekt, a nastepnie cyfrowym aparatem fotografuje jego wizjer. Pozniej uzywajac Photoshopa imituje wywolanie w “krosie”. Ot i cala filozofia. Nie mialem wczoraj za duzo czasu na zabawe, ale zrobilem kilka zdjec dla przetestowania pomyslu i juz wiem, ze potrzebuje jeszcze rekaw, ktory uchroni mnie przed odblaskami swiatla na wizjerze.
Musze przyznac, ze znalazlem sobie nowa zabawe.




Po kilku dniach intensywnego fotografowania, wybralismy sie na dzien, a wlasciewie pol dnia do Disneylandu.











Doslownie w 3 minuty, sloneczne niebo na “el ej” amienilo sie w to co widac ponizej.


